Friends:

Past:
2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik



Layout by Zjfk
for Layout4you
wszystko wporzo.
Link :: 24. 2. 2009 11:25 komentarze. (3)

moje zdrowie psychiczne w znacznym stopniu zostało naruszone w zeszły wtorek.
podchodząc do kilku egzaminów w życiu, niewątpliwie najbardziej denerwowałam się przed egzaminem na prawo jazdy. z niewytłumaczalnych przyczyn na widok pana egzaminatora spociły mi się ręce, nogi i głowa.
kończyny odmówiły posłuszeństwa. czułam się mniej więcej porównywalnie z zaspą śniegu, którą mijałam.
bezwładna, blada jak ściana i mokra.

ale tak czy inaczej niewątpliwie opłacało się.
o mały włos nie wyzionęłam ducha za kierownicą, ale za to już niedługo zostanę posiadaczką plastikowego, prostokątnego cudeńka, które upoważni mnie do poruszania się po drodze.

czyż to nie wspaniale?


a poza tym wielkim szaleństwem, to spędziłam ponad tydzień poza pracą
całe mnóstwo wolnego miałam. i w żaden sensowny sposób tego nie wykorzystałam.
okazuje się, że specjalnie się nie zmieniłam. nadal organizacja czasu to dla mnie obce zjawisko.

ale lenistwo się kończy, trzeba wrócić do obowiązków.
powykłócać się o swoje. i zapracować na te bilety na stomp i thriller'a, co to już je kupiłam :D
marzec to będzie niezwykle kulturalny miesiąc.
ja to wiem i wie to każdy kto przynajmniej dwa razy w ciągu dwóch tygodni wyląduje w sali kongresowej.

jest dobrze.

aloha.






Link :: 2. 2. 2009 19:27 komentarze. (5)

czuję się niepewnie.
czuję, jakby moja pozycja była zagrożona.
z obydwóch stron.

jebać to?




tak też bywa.
Link :: 31. 1. 2009 23:33 komentarze. (1)

od wtorku mam lżejszą głowę.
dosłownie. o ok. 20cm.
próbuję w ten sposób z lżejszą głową, lżej przez życie przejść.
bezskutecznie.

czy oznaką dorosłości jest możliwość kupienia czegoś na raty?
jeżeli tak to mam swoje pierwsze raty. w planach.
lokatę też mam. w planach :)

poza tym świat mnie przytłacza. przygniata mnie wymiarem swoich problemów.
moich problemików.
stale od jakiegoś czasu zmienia mi się światopogląd. wyobrażenie o świecie i ludziach.
głównie rozczarowuję siebie lub innych.
walczę czasami z samą sobą, żeby nie wygarnąć wszystkim jacy są straszni, jacy są egoistyczni i zapatrzeni w swoją rację. dla własnych pieprzonych korzyści.

jestem życiowo głupia. życiowo naiwna.
nie rozumiem.
może to czas mnie zmienia, może swoista zazdrość.
a może to ta paraliżująca wiedza, którą mi przekazano, w zaufaniu.

gubię się w tym wszystkim.





z bezsilności. złości i braku problemów.
Link :: 22. 1. 2009 23:42 komentarze. (3)

ilekroć chciałam tu coś napisać... brakowało mi słów.
nie umiałam krótko opisać tego co się dzieje z moim życiu.

jednak doszłam do takiego etapu, że nie umiem już powiedzieć, że jest po staremu.
bo bynajmniej nie jest.

w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zmieniłam pracę, ze starej na nową.
tylko po to, żeby po miesiącu stwierdzić, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma i wrócić na stare śmieci.

po niespełna czterech miesiącach przekonałam się również, że co jak co, ale magistra z dziennikarstwa w CV sobie nie wpiszę.
odważyłam się powiedzieć, że nie podoba mi się, że nie chcę więcej tam chodzić. że nie interesuje mnie szkoła lansu, bansu i zblazowania.
wiem jedynie tyle, że do października jest bardzo dużo czasu.
i do tego czasu muszę nie zwariować!

wiem, że co mniej więcej chcę robić w życiu.
wiem, że związane to jest z dziennikarstwem.
ale wiem też, że nie chcę być tworem dziennikarskim wyprodukowanym przez grochowskie beverly hills.
jak wszystko pójdzie dobrze, to znaczy po mojej myśli, to od października nauki polityczne zajmą mnie bez reszty. oby!


wierzę w to, że musi być dobrze. że w końcu mi się uda.
wiem, że będzie pod górkę. ale co?! ja nie dam rady? ja?!



a poza tym wszyscy zdrowi. rodzice, rodzeństwo, koctwo.
miłością na dzisiejszą noc jest dla mnie królewskie i deska do prasowania.
ambitnie.

nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej.
czyż nie?




na tempo.
Link :: 23. 9. 2008 20:50 komentarze. (8)

od powrotu z gorącej Tunezji non stop pracuję usiłując się dorobić ;)
dlatego tylko powiem, że było pięknie, bajecznie.
bardzo po polsku i bardzo po arabsku.
zdjęcia są. wspomnienia są. i skóra też cały czas jeszcze próbuje schodzić.
a ja zawzięcie jej nie pozwalam, dlatego ramiona mam w ciapki :P


aaaa... i jeszcze jedno.
cholera. 19lat już skończyłam...
szooook... starzeję się. tylko patrzeć jak mi zmarszczki hurtem na pysku wyskoczą. :(


trzymajcie się ciepło :)




Kraków po radosnej stronie życia.
Link :: 28. 8. 2008 19:58 komentarze. (6)

długi sierpniowy weekend spędziłam po Krakowsku.
w towarzystwie smoka, zamku, Wisły, kilku przeuroczych murzynów.
i niezliczonej ilości jeszcze bardziej uroczych Anglików,
którzy to wrażeń i Polek w Krakowie szukają.

a że częściowo czuję się związana z Warszawą,
nie omieszkałam z A. skonfrontować i porównać dwóch stolic.
nie ukrywam, że w moim odczuciu lepiej, a może piękniej, łagodniej, bardziej magicznie wypada Kraków.
B. bardzo dzielnie zniósł te trzy dni. pomimo braku czarnej muzyki w lokalach w których spędziliśmy noce.
poza tym jeden lokal z ręką jedną, a nawet dwoma na sercu mogę polecić wszystkim.
bo nie ma jak Showtime.
no i malibu pite z krakowskiego kubka w pociągu do Warszawy. nie do zastąpienia. aj.



a teraz pracując zastanawiam sie czy dam sobie radę.
i jak bardzo, bardzo muszę czegoś chcieć, żeby sie spełniło?
ile muszę oddać, ile zapłacić, ile odłożyć, ile dołożyć, co poświęcić?

zadaję sobie dużo pytań, bardziej i mnie istotnych,
na większość z nich w ogóle nie znam odpowiedzi
uczę się dorosłego życia, podejmowania decyzji.
nie są one zbyt odpowiedzialne i rozsądne, ale wydaje mi się, że wolno mi. teraz kiedy nie mam jeszcze życiowych zobowiązań, kiedy nie czuję czyjegoś oddechu na karku. kiedy wolno mi wszystko.

i czytając Panią, stojąc przy desce do prasowania, próbuję wyobrazić sobie siebie za jakiś czas, już zupełnie dorosłą.
czy będę taką, jaką chciałabym być?